• Czekając na mamę

    Wróciłem po godzinie. Młoda leżała dokładnie w tym samym miejscu i w tej samej pozycji. Postanowiłem zadzwonić do leśniczego, żeby upewnić się czy wszystko OK. Zapewnił mnie, że w nocy matka na 100% zaopiekuje się sarenką. O 5:00 następnego dnia poszedłem sprawdzić – sarenki nie było 🙂

  • Weekend spędziłem tropiąc kozły na mazurskich polach. Pogoda na zdjęcia bardzo niekorzystna, trochę za ciemno, chmury. Spotkałem jednego osobnika w towarzystwie dwóch sarenek, po krótkiej obserwacji sarny odeszły, a kozioł postanowił ukryć się w w zielonym życie. Frajda i adrenalina przy podchodzeniu ogromna. Udało mi się wykonać kilka zdjęć, aczkolwiek bywało lepiej. Dodatkowo znalazłem też norę borsuka, który ze wzgórza wystawiając głowę miał niesamowity widok na polanę, las i jezioro – tylko pozazdrościć. Nie wiedziałem jeszcze, że najlepsze przede mną. Wracając polnymi drogami, słońce dosłownie na 10 minut tuż przed zachodem wyszło zza chmur i rozświetliło całą okolicę. Przepiękny widok i kolory! W odległości około 15-20 metrów dostrzegłem, że coś się poruszyło. W pierwszej chwili pomyślałem, że to lis ponieważ kolor najbardziej odpowiadał właśnie lisowi. Okazało się że to mała sarenka. Nie wiem dokładnie ile miała tygodni być może dni, ale zaraz po wykonaniu tego zdjęcia, niezdarnie położyła się na trawie i wpatrywała we mnie. To był naprawdę piękny i niecodzienny widok. Przeżycia nie do opisania.

  • Wracając z porannych zdjęć napotkałem kozła. Przerwałem mu śniadanie, a zajadał się tak, jakby małemu dziecku dać 1500100900 słodyczy. Będąc w Sainte Sabine nie nastawiałem się na tego typu zdjęcia. Tydzień to za mało żeby zapoznać się z ulubionymi miejscówkami zwierząt, ale miejscowi zapewnili mnie, że saren i kozłów jest tutaj mnóstwo. Kozioł francuski – elegancik, powiedział „Bonjour”.

  • Villeréal

    Jedyny deszczowy, ale bardzo przyjemny dzień. Powrót z targu w mieście Villeréal. Można było kupić suszoną kiełbasę, foie gras, miód, bardzo śmierdzące pleśniowe sery i słodycze. Wszystko świeże, od lokalnych przedsiębiorców, którzy z przyjemnością wożą się takimi właśnie samochodami 🙂

  • Issigeac

    Issigeac to jedna piękniejszych miejscowości, jakie miałem przyjemność zobaczyć, podczas mojego pobytu w Sainte-Sabine-Born. To średniowieczne miasteczko otoczone jest XIII wiecznym murem, na środku znajduje się mały ryneczek, kościół, a wokół labirynt wąskich, malowniczych, kamiennych uliczek. Polecam każdemu.

    Więcej informacji można znaleźć tutaj.

  • Spędziłem ostatni tydzień w bardzo malowniczym miejscu w miejscowości Sainte Sabine Born (południe Francji). Na zdjęciu widok o wschodzie słońca z pobliskiego wzgórza. Zdjęcie może się wydawać nieostre, ale to efekt nagrzewającego się w błyskawicznym tempie powietrza po dosyć chłodnej nocy + 400mm, jednak miejsce i chwile dla oka i ucha bezcenne. Opiszę więcej w pozostałych częściach 🙂

  • Weekend spędziłem na mazurach. Wietrzny, zimny i jak na majówkę mocno jesienny. Przesiadując gdzieś pod lasem, spotkałem dwa lisy oraz kilka saren, niestety tym razem fotograficznie bezskutecznie. Pomimo tego czas spędziłem miło, leniwie i sielankowo. Jakiś samolot leciał i szumiał 🙂

  • Ciekawość x3

    Tydzień mija niesłychanie szybko, weekend zapowiada się pracowicie. Odczuwam potrzebę wybrania się na poranne zdjęcia  – najchętniej w to samo miejsce:

  • Poranek

    Ubiegły weekend, poranek i znajoma trójka z poprzedniego zdjęcia.

  • Sezon rozpoczęty

    Pierwszy w tym roku weekend ma Mazurach i pierwszy wiosenny poranek na zdjęciach. Lubię tę porę roku, ponieważ zasiane na polach zboża mają tylko kilka cm, więc dużo wokoło widać oraz można się w miarę bezszelestnie poruszać. Słońce wzeszło o 6:30. Na miejscu byłem po 15 minutach spaceru. Tuż za wzgórzem wypatrzyłem trójkę pasącą się na sąsiednim polu. Tak mogę rozpoczynać każdy dzień 🙂