Tydzień mija niesłychanie szybko, weekend zapowiada się pracowicie. Odczuwam potrzebę wybrania się na poranne zdjęcia – najchętniej w to samo miejsce:

Tydzień mija niesłychanie szybko, weekend zapowiada się pracowicie. Odczuwam potrzebę wybrania się na poranne zdjęcia – najchętniej w to samo miejsce:

Pierwszy w tym roku weekend ma Mazurach i pierwszy wiosenny poranek na zdjęciach. Lubię tę porę roku, ponieważ zasiane na polach zboża mają tylko kilka cm, więc dużo wokoło widać oraz można się w miarę bezszelestnie poruszać. Słońce wzeszło o 6:30. Na miejscu byłem po 15 minutach spaceru. Tuż za wzgórzem wypatrzyłem trójkę pasącą się na sąsiednim polu. Tak mogę rozpoczynać każdy dzień 🙂

Po raz kolejny mazury i wyprawy na zdjęcia. Prawie udało nam się podejść Kozła, który skutecznie schował się w jęczmieniu i leżał niewidoczny, dopóki nie podszedłem na odległość około 4m. Oczywiście momentalnie uciekł. Szkoda, bo była szansa na naprawdę dobre zdjęcie, gdybym wiedział dokładnie, gdzie leży mógłbym iść centralnie na niego 🙂 Moment ucieczki Wezdi ujął z takiej perspektywy, natomiast Ja to widziałem tak:

Fotka z mojej ulubionej miejscówki. Sarna została wytropiona po długim i cichym spacerze.

Wróciłem wczoraj z weekendu na mazurach. Działo się dużo, jestem trochę niewyspany, ale warto było. Codzienne pobudki około 4:45, wypady na poranne zdjęcia i podchodzenie saren :). To tak w wielkim skrócie. Uwielbiam tam być, świeże poranki, z dala od wszystkiego, ptaki, rosa. Poranna rundka zdjęciowa miała długość około 7,8 km. Wraz z Bearem2 udało się dwa razy podejść koziołka. Mam też zdjęcie „od kuchni”.