Od dwóch miesięcy niestety nie udało się zrobić ładnych zdjęć, więc wrzucam zaległość z maja.

Od dwóch miesięcy niestety nie udało się zrobić ładnych zdjęć, więc wrzucam zaległość z maja.

Dawno nic nie wrzucałem. Zdjęcia albo nieudane, albo kończyło się tylko na instagramach. Było jednak pewne popołudnie kiedy zachodzące słońce rozświetliło na wzgórzu kozła. Powęszył chwilę i uciekł. Przede mną kilka dni wolnego. Może uda się coś wytropić.

Ostatnie kilka poranków spędziłem w lesie. Buszuję z innej strony mojego ulubionego lasu w oczekiwaniu na spotkanie ze stadem jeleni. Odwróciłem się za siebie, rogacz stał w bezruchu. Zrobiłem mu 2 zdjęcia, po czym spokojnie odszedł w swoją stronę.

Moje łanie żerują ostatnio w zupełnie innej części rzepakowego rozlewiska. Ciężko do nich dotrzeć więc od kilku dni moje wyprawy kończyły się wyłącznie obserwacją. Wracając pewnego dnia z porannych zdjęć, a raczej obserwacji, napotkałem kozła, który z rozkoszą zajadał słodki Łubin Paszowy na polu Pana Tadeusza. Koziołek chyba mnie wyczuł i postanowił ukryć się w sąsiadującym zbożu. To był dobry moment, żeby podejść go jeszcze bliżej.

Wieczór spędziłem na ambonie, w towarzystwie kozła i komarów.


Wracając z porannych zdjęć napotkałem kozła. Przerwałem mu śniadanie, a zajadał się tak, jakby małemu dziecku dać 1500100900 słodyczy. Będąc w Sainte Sabine nie nastawiałem się na tego typu zdjęcia. Tydzień to za mało żeby zapoznać się z ulubionymi miejscówkami zwierząt, ale miejscowi zapewnili mnie, że saren i kozłów jest tutaj mnóstwo. Kozioł francuski – elegancik, powiedział „Bonjour”.
