Od dwóch miesięcy niestety nie udało się zrobić ładnych zdjęć, więc wrzucam zaległość z maja.

Od dwóch miesięcy niestety nie udało się zrobić ładnych zdjęć, więc wrzucam zaległość z maja.

Eksploruję Mazowsze. Pobudka o 03:30, na miejscu byłem około 05:30, ukryty w cieniu tuż po wschodzie słońca cierpliwie czekałem aż podejdą.



Dawno nic nie wrzucałem. Zdjęcia albo nieudane, albo kończyło się tylko na instagramach. Było jednak pewne popołudnie kiedy zachodzące słońce rozświetliło na wzgórzu kozła. Powęszył chwilę i uciekł. Przede mną kilka dni wolnego. Może uda się coś wytropić.

Ostatnie kilka poranków spędziłem w lesie. Buszuję z innej strony mojego ulubionego lasu w oczekiwaniu na spotkanie ze stadem jeleni. Odwróciłem się za siebie, rogacz stał w bezruchu. Zrobiłem mu 2 zdjęcia, po czym spokojnie odszedł w swoją stronę.

Moje łanie żerują ostatnio w zupełnie innej części rzepakowego rozlewiska. Ciężko do nich dotrzeć więc od kilku dni moje wyprawy kończyły się wyłącznie obserwacją. Wracając pewnego dnia z porannych zdjęć, a raczej obserwacji, napotkałem kozła, który z rozkoszą zajadał słodki Łubin Paszowy na polu Pana Tadeusza. Koziołek chyba mnie wyczuł i postanowił ukryć się w sąsiadującym zbożu. To był dobry moment, żeby podejść go jeszcze bliżej.

Miniona sobota, pobudka o 6:30. Przygotowałem kawę do termosu, kanapkę i wyruszyłem w moje ulubione miejsce. Mgła była bardzo gęsta, ale okazało się że na rozległych polach na które zawsze jeżdżę widok był niesamowity. Wschodzące słońce przebijało się przez mgłę, która powoli zaczęła znikać. Saren nie było, więc postanowiłem pójść bliżej lasu. No i udało się, moje pierwsze od ponad dwóch miesięcy spotkanie bliskiego stopnia.

Wieczór spędziłem na ambonie, w towarzystwie kozła i komarów.


Wracając z porannych zdjęć napotkałem kozła. Przerwałem mu śniadanie, a zajadał się tak, jakby małemu dziecku dać 1500100900 słodyczy. Będąc w Sainte Sabine nie nastawiałem się na tego typu zdjęcia. Tydzień to za mało żeby zapoznać się z ulubionymi miejscówkami zwierząt, ale miejscowi zapewnili mnie, że saren i kozłów jest tutaj mnóstwo. Kozioł francuski – elegancik, powiedział „Bonjour”.

Po raz kolejny mazury i wyprawy na zdjęcia. Prawie udało nam się podejść Kozła, który skutecznie schował się w jęczmieniu i leżał niewidoczny, dopóki nie podszedłem na odległość około 4m. Oczywiście momentalnie uciekł. Szkoda, bo była szansa na naprawdę dobre zdjęcie, gdybym wiedział dokładnie, gdzie leży mógłbym iść centralnie na niego 🙂 Moment ucieczki Wezdi ujął z takiej perspektywy, natomiast Ja to widziałem tak:
